lifestyle,  podsumowania,  produkcja

Kulisy powstania sklepu internetowego. Jakim cudem zdążyłam z tym w miesiąc?

Szczerze? Bywam szalona, jestem człowiekiem czynu i jak coś wymyślę to robię od razu. Część z Was pisała mi, że widzi w moim działaniu dobrze przemyślaną strategię, ale uwierzcie mi to tylko tak wygląda. W moim planie 4-letnim sklep miał powstać po roku budowania prototypów. Jednak patrzyłam na 500 fanów na Facebooku, opinie, pozytywny feedback i czułam, że czas na miejsce, w którym będzie można coś ode mnie kupić. Dlaczego nie Pakamera, Etsy czy inny tego typu portal? Lubię niezależność. Portale dla rękodzielników przejrzałam i sprzedaży przez nie nie wykluczam, jednakże każda opcja miała jakieś wady. Tym sposobem mam swój osobisty sklep internetowy. To dla mnie powód do dumy, coś absolutnie mojego. W artykule opiszę Wam po kolei co robiliśmy i jak wyglądało to w czasie.

Na początku miałam plan…

Nie! Kłamstwo. Na początku to nawet planu nie było! W czwartek przed pierwszą transmisją na żywo zapytałam Daniela co myśli o sklepie i ile trwałoby zrobienie go. Rzucił luźno, że to żadna filozofią – tydzień i gotowe, więc spytałam co myśli o premierze 1 lipca. Zgodził się. Nie napiszę, że porwaliśmy się z motyką na słońce, ponieważ wszystko się udało, jednakże dobrze, że nie uwierzyłam, że to kwestia tygodnia i wyznaczyłam sobie cały miesiąc czasu.

W weekend po livie wydrukowałam kalendarz na czerwiec i zrobiłam wstępny plan, który zawierał listę produktów, które wchodzą do sklepu i był to plan typowo produkcyjny. No dobrze, zawierał jeszcze ogólne hasła typu: opisy, sesja produktowa, grafika, wykup abonamentu… Był to jednak bardzo, BAAAAARDZO wstępny plan, który zakładał, że do 10 czerwca wyprodukujemy 10 rzeczy, których projekty są już gotowe i co najmniej dwie nowe.

Czas na decyzję

10 czerwca zaczęliśmy testować Shopera, a kilka dni później wykupiliśmy abonament. Zaczęłam od ogólnego rozejrzenia się po sklepie i możliwościach. Równocześnie bardzo intensywnie promowałam konkurs na 500 fanów i organizowałam nagrody. W związku z tym drugi tydzień czerwca nie przyniósł zbyt dużo nowego w sklepie. Byliśmy w lesie. Cały czas analizowaliśmy jaką chcemy czcionkę i wygląd sklepu. W weekend z przerażeniem usiadłam do dokładnego planowania: wypisaliśmy na kartce wszystkie zadania, rozdzieliliśmy je między sobą. Potem wszystko wprowadziłam do Asany i przypisałam daty. Znacie Asanę? Do projektów, w których współpracuje kilka osób jest idealna.

Produkujmy!

Wydawałoby się, że już działam trzy miesiące i produkty są gotowe, jednak tak nie było. W domu nie miałam praktycznie niczego, a już na bank nic pomalowanego na czarno czy biało (w końcu moją miłością był złoty). Wszystkie rzeczy produkowaliśmy na nowo. Już po pierwszym tygodniu zdecydowałam, że to nie czas na nowe projekty i lepiej skupić się na tym co mam. Poprzestałam na półce wiszącej, stojakach na doniczki, stojaku na koryto, dwóch podstawkach na drobiazgi, ramce na zdjęcia, stoliku oraz stojaku geometrycznym, którego nową technologię opracowałam „rzutem na taśmę” w ostatniej chwili. Wszystkie produkty z lakierni odebrałam 22 czerwca.

Pisać, pisać, pisać!

Zabierając się za robienie sklepu internetowego nie miałam pojęcia, że czeka mnie tyle tekstów do napisania – opisy wysyłek, ceny, gabaryty, informację, o firmie, o mnie, czas i koszty dostawy. Wszystko trzeba przemyśleć, uporządkować i jeszcze napisać to w miarę klarownie. Cały bity tydzień siedziałam po 5-6 godzin dziennie i pisałam. Myślałam, że część tekstów mam już gotowych i wezmę je z bloga, jednakże niestety większość trzeba było stworzyć na nowo. Na początek ustaliłam szablon wg, którego opisywałam produkty. Chciałam, aby opisy były w podobnym stylu. Ostateczną korektę wykonał Daniel. Było mi lżej, kiedy 25 czerwca zakończyłam pisanie. Miałam pisania tak dość, że w środę nie napisałam żadnego postu na blog. Czułam, że nic więcej z siebie nie wyduszę.

Grafika – kilka słów o Canvie, która mnie nie uratowała

Prawie cały tydzień walczyłam z grafiką, która ostatecznie nie ujrzała światła dziennego. Marzyły mi się banery, opisy misji, kolekcji… Ostatecznie mnie to trochę przerosło – canva nie wystarczyła, a ja nie miałam wizji i dobrej jakości zdjęć.

Zdjęcia produktowe

Fotografię zostawiłam sobie na ostatni tydzień i tutaj wszystko poszło w miarę gładko. Zdjęcie produktowe zrobiłam na białej ścianie, które oczywiście biała nie wyszła. Na szczęście większość produktów było bardzo kontrastowa (w kolorze czarnym), więc ściągnęłam darmowy program GIMP, obejrzałam kilka tutoriali i jakoś udało mi się uzyskać efekt bieli. Najgorzej było z białą podstawką, która wcale się nie odróżniła od tła. W planach miałam jeszcze różnego rodzaju sesję z większą ilością produktów i aranżacjami, ale czasu było już zbyt mało. Na szczęście nic straconego – jeszcze mogę to nadrobić.

Regulaminy, płatności, dostawy i inne administracje

Daniel włożył w tą administracyjną stronę bardzo dużo pracy – sprawdził ceny dostaw, ogarnął regulaminy, płatności i DOTpay, czyli szybkie płatności internetowe. Bardzo mi zależało, aby można było zapłacić szybkim przelewem – bardzo często tego systemu używam i sklep, których ich niema nie jest dla mnie wiarygodne. Cieszę się, że się udało! Zdecydowałam się również na płatność za pobraniem, chociaż akurat przy tym miałam spore wątpliwości. Jednakże trzeba wierzyć w ludzi!

Kiedy patrzę na czerwiec jestem w szoku i jestem z nas bardzo dumna. Jak z planem, pewne sprawy nie wyszły, niektóre nie są idealne, ale wiem, że daliśmy z siebie 120%. W ogólnym rozrachunku MEEEGA wszystko się udało. Oprócz pracy nad sklepem intensywnie promowałam konkurs, więc miałam rzeczywiście bardzo dużo pracy, jednak satysfakcja jest nie do opisania! Link do sklepu znajdziecie w menu u góry – tam możecie ocenić efekt. Co myślicie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *